Pewnie już wiesz, że jestem nauczycielem Lomi Lomi Nui. Nie zostawiłam Ci wątpliwości. 🙂 To masaż, który jest ekstraklasą w swojej kategorii. Dlaczego? Bo traktuje człowieka na stole jako całość. Do mnie nie przychodzi się jedynie z bólem pleców. A jeśli nawet, to nie skupiamy się na plecach. Bardzo często przyczyna leży gdzie indziej. I my tej przyczyny szukamy.
Szukamy jej w ciele. Ale też w uwięzionych emocjach. Jak to zrobić jak najłagodniej? Nie jesteśmy na kozetce u psychologa. To przez cały czas jest masaż. Jednak moje dłonie i przedramiona szukają w miejsc twardych, nieelastycznych, zimnych… to tam zazwyczaj uwięzła energia, kiedy trudno było oddychać. Kiedy je rozluźnimy i popłynie, ten który jest masowany może zobaczyć to wspomnienie, albo odczuć je w tkankach, często jako ulgę albo uświadomić sobie, jak bardzo do tej pory były napięte. …
To co dzieje się w gabinecie masażysty Lomi Lomi Nui, to rozmowa bez słów. Przynosi odprężenie i w znacznym stopniu poprawia jakość życia. Ale to komunikacja na najwyższym poziomie szacunku. Nie jesteśmy szamanami, uzdrowicielami. Wykonujemy TYLKO masaż. Najpiękniej jak potrafimy. A reszta dzieje się na innym planie.
Żeby to wszystko było możliwe, musisz się dobrze przygotować. Zadbać o swoje ciało. Właściwą postawę przy stole. Oddech. Dobre nawodnienie. Zdumiewające jest jak bardzo słabnie ciało, kiedy jest spragnione. Trudno wytrzymać do końca zabiegu. A co dopiero utrzymać go na wysokim poziomie! Dlatego na kiedy jest się nauczycielem Lomi Lomi Nui zwraca się uwagę na każdy drobiazg, który może przeszkadzać szkolonej osobie.
Lubię ten proces. Codzienne dokładanie elementu rutyny. Wychwytywanie niuansów. Ten moment, kiedy kursanci zaczynają rozumieć, że wolniej i bardziej miękko znaczy głębiej i łagodniej.
To właśnie możesz przyswoić od osoby, która jest nauczycielem Lomi Lomi Nui.
Zaufania do swoich działań.
Szacunku do tego co robisz
i nieustannego poprawiania swojej techniki – aby to co robisz płynęło lekko i sprawia Ci frajdę.
… w końcu to masaż inspirowany pływami oceanu… 😉
